czwartek, 16 lutego 2012

Nadmiar owoców w diecie sprzyja odkładaniu tłuszczu




Jesz dużo owoców? z niczym nie można popadać w skrajność! Owoce są źródłem fruktozy. Fruktoza spożywana w nadmiarze zwiększa ryzyko zawału serca, ponieważ sprzyja odkładaniu się tłuszczu trzewnego w jamie brzusznej – wykazały badania opublikowane na łamach „The Journal of Nutrition”.

Przekonuje o tym prof. Norman K. Pollock z Georgia Health Sciences University, który obserwował 559 nastolatków w wieku od 14. do 18. roku życia, zamieszkałych w stanie Georgia. Uczony badał ich wskaźnik masy ciała, odżywienia się i styl życia.

Tak jak się spodziewano duże spożycie fruktozy zwiększało u badanych osób ciśnienie skurczowe krwi, sprzyjało odkładaniu się tłuszczu wisceralnego (otaczającego narządy w jamie brzusznej), podnosiło poziom białka C-reaktywnego (świadczącego o stanie zapalnym w organizmie) oraz obniżało poziom HDL, czyli tzw. dobrego cholesterolu. Są to czynniki ryzyka napędzające rozwój cukrzycy oraz chorób sercowo-naczyniowych.

Według prof. Pollocka, fruktoza nie wykazuje zatem bezpośrednio niekorzystnego działania. Jest szkodliwa, ponieważ sprzyja odkładaniu się tłuszczu wisceralnego.

Uczony twierdzi również, że tego rodzaju szkodliwy wpływ fruktoza ujawnia się dopiero wtedy, gdy spożycie pochodzących z niej kalorii przekracza 16 proc. całej diety.

Fruktoza, czyli cukier owocowy, jest cukrem prostym występującym głównie w owocach, a także w niektórych warzywach, miodzie i nektarze kwiatów. Jej kaloryczność jest taka sama jak glukozy – w 1 g fruktozy dostarcza 4 kcal. Jej indeks glikemiczny jest niewielki (wynosi 20), czyli nie powoduje znacznego wzrostu stężenia glukozy we krwi.

Tłuszcz trzewny w organizmie położony jest głęboko za ścianą brzuszną i otacza narządy wewnętrzne w jamie otrzewnej. Przyczynia się do powstania stanów zapalnych w narządach, zwiększa wydzielanie adipokin, protein podnoszących również ciśnienie tętnicze krwi oraz zaburzających działanie insuliny.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

wtorek, 7 lutego 2012

Im mniej czerwonego mięsa, tym lepiej dla zdrowia


W trosce o własne zdrowie należy ograniczyć spożycie mięsa, w tym szczególnie wołowiny i wieprzowiny. Lepiej też całkowicie zrezygnować z jedzenia wędlin, takich jak szynka, salami i parówki - zaleca w najnowszym raporcie The World Cancer Research Fund. 


Światowa Fundacja Badań nad Rakiem twierdzi, że dieta o małej zawartości mięsa zmniejsza ryzyko zachowania na raka jelita grubego, jednego z najczęściej występujących nowotworów złośliwych. Powołuje się na metaanalizę 263 badań dotyczących w wpływu diety, masy ciała i aktywności fizycznej na ryzyko tego typu nowotworu.

Metaanalizę publikowanych wcześniej badań przeprowadzili specjaliści Imperial College London pod kierunkiem dr Teresy Norat. Dodatkowo ich wnioski przeanalizował panel niezależnych ekspertów. WCRF twierdzi, że w ten sposób powstał najbardziej wiarygodny raport na ten temat, o czym pisze na swej stronie internetowej (WWW.wcrf-uk.org/cancer).

Fundacja nie namawia do przejścia na wegetarianizm. Według liczącego 850 stron raportu, należy tylko spożywać nie więcej niż 500 g mięsa tygodniowo (ważące tyle po obróbce cieplnej, co odpowiada około 750 g mięsa surowego). Nie ma przy tym znaczenia czy jest to czerwone mięso (wołowina i wieprzowina) czy też jagnięcina.

WCRF sugeruje jedynie by całkowicie zrezygnować ze spożycia przetworzonego mięsa. Na taką rekomendację się zdecydowano po tym jak panel ekspertów oceniających raport podkreślił, że po przeanalizowaniu 58 badań nie znaleziono ani jednego przekonującego dowodu, że niewielka choćby ilość przetworzonego mięsa, nie zwiększa ryzyka raka jelita grubego.

Fundacja do "mięsa przetworzonego" zalicza przede wszystkim wędliny, a także czerwone mięso, które jest wędzone i zawiera substancje konserwujące. Do tej kategorii zaliczane są hamburgery, ale za "przetworzone" nie jest uznawane mięso solone lub jedynie zamrożone. Fundacja odradza też spożywanie parówek, choć nie są one wytwarzane z czerwonego mięsa.

Według WCRF, codziennie można zatem pozwolić sobie na zjedzenie nie więcej niż 70 g świeżego (lub zamrożonego) mięsa, najlepiej jednocześnie wyłączając z diety wędliny. Taka ilość mięsa dziennie to tyle co dwa hamburgery lub trzy plasterki szynki. Spaghetti bolognese zawiera 140 g czerwonego mięsa. Kotlet wieprzowy to 75 g mięsa, a prawie dwa razy więcej (145 g) jest go w steku.

Autorzy raportu twierdzą, że czerwone mięso i wędliny zawierają szczególnie duże ilości hemu, który nadaje im charakterystyczny czerwony kolor (podobnie zresztą jak białku i krwi). Hem, który po połączeniu z różnymi białkami buduje tzw. hemoproteiny, ma jednak tę wadę, że uszkadza śluzówkę jelita grubego. Czerwone mięsa pobudza też wytwarzania w jelitach substancji, które mogą powodować w komórkach uszkodzenia DNA (najwięcej ich powstaje po spożyciu przetworzonego mięsa).

WCRF zaleca natomiast większe spożycie warzyw i owoców, szczególnie tych, które zawierają duże ilości błonnika, ważnego dla prawidłowego działania przewodu pokarmowego. Duże ilości tego włókna pokarmowego zawierają otręby zbożowe, kasze, naturalne płatki zbożowe, musli, niełuskany ryż, a także pieczywo razowe i żytnie oraz nasiona roślin strączkowych. Błonnika nie ma w mięsie, rybach, mleku, jajach, maśle i olejach.

Zamiast mięsa polecane są ryby - sardynki, łososia, tuńczyka i makrele. Dobrym źródłem białka są też jaja i sery.

WCRF twierdzi w raporcie, że ograniczenie spożycia czerwonego mięsa i wędlin o jedną trzecia zmniejsza ryzyko zachorowania zarówno na raka jelita grubego, jak i innych nowotworów złośliwych.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Dieta św. Patryka bliska dzisiejszym zaleceniom


Św. Patryk, patron Irlandii, najprawdopodobniej jadał tak, jak zalecają dzisiejsi dietetycy. Jego menu składało się z kosztownych obecnie organicznych produktów zbożowych, ryb i wodorostów - uważa historyk odżywiania, która badała dietę z V wieku.

Według Reginy Sexton zachowane dokumenty świadczą o tym, że podstawą diety św. Patryka, który ewangelizował Irlandię, były produkty zbożowe i nabiał - zsiadłe mleko, doprawiane twarożki i rozmaite sery dojrzewające.

"Otyłość nie była problemem w tamtych czasach, opierano się na sezonowych produktach, zdrowych i skromnych jak na dzisiejsze standardy" - mówi badaczka z University College w Cork.

Po przyjeździe do Irlandii przyszły święty najprawdopodobniej jadł głównie takie dania, jak owsianka, kasze i mączne potrawki.

Przysmaki, jakie mogły urozmaicać jego dietę to jaja kurze i gęsie, miód, twarogi, wodorosty i jabłka. Ostrości dodawały daniom dziki czosnek i rzeżucha.

Na stół świętego trafiać mogły ryby: łosoś, pstrąg lub węgorz, a z mięs - wędzona wieprzowina.

Powszechnie jedzono wówczas płaskie placki chlebowe z mąki owsianej, jęczmiennej, czasem żytniej, rzadko - pszenne.

"Jak na ironię, wiele z tych dostępnych wówczas pokarmów stało się dziś "zdrową żywnością", oczywiście za odpowiednio wysoką cenę" - dopowiada Sexton.


Źródło: naukawpolsce.pap.pl